Szczyrk - bez żony
Na zimowisko zachciało mi się pojechać w Beskidy. Nie miałem zamiaru robić absolutnie nic, dużo spać, spacerować po świeżym powietrzu, no i może skorzystać z jakichś atrakcji, ale to samo z siebie mialo tak wyniknąć, spontanicznie. W Szczyrku, bo tam trafiłem, poznaliśmy się z moją żoną, więc do miasteczka tego miałem sentyment. Kiedy rezerwowałem sobie ten Szczyrk, Joanna zazdrościła mi bardzo, ale ona nie mogła ze mną przyjechać, bo w pracy miała teraz akurat sporo obowiązków. W hotelu
Szczyrk, gdzie byłem zakwaterowany, nie podobało mi się zbytnio, ale samo miasteczko wspaniałe. Było tak, jak sobie zaplanowałem. Spałem nawet i do dziewiątej, potem smaczne śniadanie w hotelowej restauracji i jakiś spacerek. Powietrze było mroźne, dużo ludzi jeździło na nartach, a ja zafundowałem sobie kulig z pieczeniem barana. Ten zimowy wypoczynek dobrze przewentylował mi płuca, naładował akumulatory i w ogóle nastroił bardzo pozytywnie. Do domu przyjechałem bardzo zadowolony i szczęśliwy, że w końcu u boku mojej kochanej Joasi.